WYWIADY

Każdy, kto kocha literaturę, wie, że oficjalnie przyjęte, obowiązujące linie podziału są umowne i iluzoryczne. Są w swej naturze polityczne w tym sensie, że dotyczą „władzy” i „wpływu”. Mój idealny czytelnik to ktoś, kto poszukuje dobrej, dobrze opowiedzianej historii. Jest to coś, co zawsze staram się dostarczyć, choć niekiedy jedne historie sprawdzają się lepiej niż inne.

Zdejmij ręce z kierownicy

rozmowa z Jeffreyem Fordem

Twoje pisarstwo jest bardzo bogate i zróżnicowane; trudno je skategoryzować, a przy tym ujawnia ono wiele różnych źródeł. Jakie są Twoje korzenie literackie i czy czujesz, że należysz do jakiejś literackiej tradycji? Niekiedy mówi się o Tobie jako o pisarzu New Weird.

W tym punkcie życia, w jakim znajduję się obecnie, określenie moich korzeni jest dla mnie prawie niemożliwe. To projekt wykopaliskowy, który przekracza zarówno moje zdolności, jaki i zainteresowanie. Przeczytałem tak wiele książek, które wzbudziły mój zachwyt i leżą u podłoża mojego pisarstwa... Kiedy byłem dzieckiem, w większości czytywałem literaturę XIX-wieczną, a potem moje zainteresowania czytelnicze po prostu eksplodowały, toteż nie było takiego kąta w bibliotece, do którego bym nie zajrzał. Spędzałem w niej całe dnie i gdybym tylko potrafił podać ci listę książek, które otworzyły mi oczy. Jeśli mówimy o przynależności do jakiejś literackiej tradycji, przypuszczam, że musiałaby to być grupa pisarzy, która działa wokół fantastyki. Począwszy od fantastyki klasycznej, jak Dante, Milton czy Ariosto, aż po opowiadania o duchach Henry’ego Jamesa, Moje życie w Puszczy Upiorów Amosa Tutuoli, współczesne opowiadania Kelly Link, komiksy i powieści graficzne − przekopuję się przez wszystkie te rzeczy. Nie potrafiłbym ci powiedzieć, czy moje pisarstwo należy do New Weird, ponieważ nigdy nie rozumiałem tego pojęcia. Etykietki tak naprawdę nie leżą w moich kompetencjach. Należą do czytelników i handlowców, którzy mają do nich pełne prawo.

Kiedy jakiś czas temu rozmawialiśmy o literaturze, wspomniałeś Brunona Schulza jako jednego z tych twórców, którzy wywarli wpływ na twoją artystyczną wrażliwość. Czy odczuwasz jakąś więź z takimi pisarzami, jak Schulz, Kafka czy Poe?

Schulz jest swego rodzaju pisarzem transcendentalnym, który poprzez słowa ukazuje cudowność codzienności. Efekt, jaki uzyskuje dzięki swojemu językowi, przynajmniej w przekładzie na angielski, jest oszołamiający. Pomysły i obrazy łączą się w jedną całość. Najbardziej lubię Ulicę Krokodyli i co pewien czas do niej powracam. Kafka to pisarz niesamowity. Stworzył tyle arcydzieł: Głodomora, Kolonię karną, Myśliwego Grakchusa, nie mówiąc o Przemianie. Jego pisarstwo robi wielkie wrażenie. Uchwycił ducha dwudziestego wieku, który objawiał mu się w snach. Kiedy tak o tym rozmawiamy, aż mam ochotę poczytać sobie Lekarza wiejskiego. Z kolei moim ulubionym utworem Poego jest Zagłada domu Usherów. Od piętnastu lat nieprzerwanie zamieszczam ten tekst na liście lektur dla moich studentów. Potrzebowałem pięciu lat, żeby samemu w niego wejść. Minęła dekada, nim zacząłem dostrzegać ogrom jego złożoności. Kiedy dzieło sztuki potrafi odpłacić w ten sposób, sądzę, że musi być naprawdę wielkie.

Wydaje się, że unikasz podziału na literaturę głównego nurtu i literaturę gatunkową, ale Twoje pisarstwo jest erudycyjne i pełne odniesień, podczas gdy Twoimi czytelnikami są zwykle ci, których pociąga fantastyka. Kim jest Twój czytelnik idealny czy też implikowany?

Nie dostrzegam jakiegokolwiek braku związku pomiędzy dobrą literaturą i fantastyką. Mógłbym wskazać dowolną liczbę twórców literatury gatunkowej, którzy są wyjątkowymi pisarzami. Mógłbym również wskazać dowolnie wielu pisarzy literatury „wysokiej”, którzy są miernotami. Każdy, kto kocha literaturę, wie, że oficjalnie przyjęte, obowiązujące linie podziału są umowne i iluzoryczne. Są w swej naturze polityczne w tym sensie, że dotyczą „władzy” i „wpływu”. Mój idealny czytelnik to ktoś, kto poszukuje dobrej, dobrze opowiedzianej historii. Jest to coś, co zawsze staram się dostarczyć, choć niekiedy jedne historie sprawdzają się lepiej niż inne.

Twoja technika narracyjna jest wysublimowana i precyzyjna. Czy masz w zwyczaju konstruować, prócz fabuły i postaci, osobny głos narracyjny do każdego opowiadania i powieści?
    
Każda historia jest inna i wymaga tego, by przedstawić ją inaczej. Głos narracyjny objawia mi się wówczas, kiedy objawia mi się bohater. Ulega swego rodzaju okrzepnięciu, kiedy przygotowuję się do napisania pierwszych słów. Ten aspekt pisania stanowi tajemnicę, toteż nie mam pewności, w jaki sposób on funkcjonuje. Wydaje się automatyczny. Podczas pisania jestem, rzecz jasna, sobą, lecz również postacią bądź kimś, kto ją obserwuje, w zależności od tego, jakiego rodzaju narratora wymusza sama historia.

Co wobec tego doradziłbyś tym, którzy chcą pisać? Czy najpierw powinni koncentrować się na tym, co chcą powiedzieć, czy jak to powiedzieć?

Jeśli chcesz zacząć uprawiać twórczość literacką, powinieneś dużo pisać i czytać. To tak proste, jak opowiadanie historii. Spróbuj ujrzeć jej fabułę w wyobraźni. Ujrzyj bohatera, podążaj jego śladem, bohater poprowadzi cię ku opowieści. Zapisuj to, co dzieje się potem, i potem, i potem... w sposób tak przejrzysty, jak tylko potrafisz. Dobra proza polega na redukowaniu kontroli, nie na zwiększaniu jej. Zdejmij ręce z kierownicy i pozwól swojej podświadomości prowadzić. Potem będziesz miał wystarczająco wiele czasu na racjonalizowanie i poprawki. Czerp z tego przyjemność i bądź uprzejmy w stosunku do swoich koleżanek i kolegów po piórze.

Twoje pisarstwo jest również bardzo obrazowe. Tworzysz wyraziste światy o barokowym bogactwie. Czy sztuka ma jakiś wpływ na Twoją wyobraźnię? Czy oglądasz dużo malarstwa bądź czerpiesz inspirację z dzieł konkretnych artystów malarzy?

Wiele lat temu, kiedy byłem w college’u, często wymykałem się z zajęć, odpalałem jointa i szedłem do biblioteki artystycznej. Mieli tam znakomity wybór książek o malarzach. Przeglądałem je, głównie po to, żeby pooglądać obrazy. Zawsze można było wydobyć z nich jakieś historie. Swego czasu sporo rysowałem i malowałem, tworzyłem kolaże. Zawsze myślę o malarstwie w odniesieniu do mojego pisarstwa. Przygotowując się do powieści Portret pani Charbuque, sięgnąłem po przepiękną książkę z dziewiętnastowiecznym malarstwem. Zawarte w niej obrazy bez wątpienia wpłynęły na kształt powieści.

− rozmawiał Konrad Walewski


Cały wywiad dostępny jest w numerze ZIMA 2010.


CZYTAJ TAKŻE