Cudzoziemiec w Olondrii to opowieść o piśmie, jego sile i znaczeniu; historia o magii i niebezpieczeństwie, jakie przynoszą dostarczane za sprawą czytania wiedza i wolność. Książka Sofii Samatar pierwotnie ukazała się w 2013 roku nakładem amerykańskiej niezależnej oficyny wydawniczej Small Beer Press, należącej i prowadzonej przez pisarkę Kelly Link i jej męża, Gavina J. Granta, i rychło przyniosła autorce spore uznanie międzynarodowe. Notami wydawniczymi opatrzyli ją związani z polską edycją „F&SF” Jeffrey Ford i Paul Witcover.
 
 



Sofia Samatar Cudzoziemiec z Olondrii
tłum. Michał Jakuszewski
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2014
cena: 39 zł
 

Podróż i pismo


Jędrzej Burszta
Jak przyznaje autorka w posłowiu, napisanie powieści zajęło jej dwa lata, a kolejne dziesięć spędziła na poprawianiu skończonego tekstu. Choć to wiedza zbyteczna dla docenienia owocu jej trudu, bez trudu można poczuć podczas lektury, że Cudzoziemiec z Olondrii to rezultat głębokiego namysłu, opowieść nie tyle skonstruowana wedle gatunkowych wytycznych, co będąca wynikiem refleksji przekraczającej ramy fantasy. Pod wieloma względami uprawnione wydaje się tu porównanie z antropologicznymi dziełami Ursuli K. Le Guin. Podobnie jak twórczyni Ziemiomorza Sofia Samatar mierzy się bowiem z takimi problemami jak obcość, trudności kontaktu kulturowego (a co za tym idzie pytania o możliwość „przetłumaczenia” jednej kultury na drugą) czy wreszcie – stubylczenia, a więc przejęcia przez gościa „z zewnątrz”, a następnie zinternalizowania włączenia we własną tożsamość, cech i wierzeń innej kultury. Wszystkie te tematy Samatar wpisuje w narrację o podróży, zarówno w znaczeniu geograficznym, odkrywając przed czytelnikami egzotyczne krainy Imperium Olondrii, jak i wewnętrznej peregrynacji, jaką przeżywa protagonista powieści, obcy na obcej ziemi.

Jevick, syn handlarza pieprzu, wychował się na jednej z wielu maleńkich wysp odseparowanych od kontynentu Olondrii. Pochodzi ze świata, w którym książki stanowią rzadkość, a umiejętność pisania i czytania dana jest nielicznym. Za sprawą światowego ojca chłopiec ma jednak okazję liznąć edukacji niedostępnej jego rówieśnikom. Ściągnięty z kontynentu Olondryjczyk Lunre zostaje jego nauczycielem, a zarazem przewodnikiem po innej kulturze – kulturze zawartej pomiędzy okładkami książek, rozpisanych na niezliczonych kartach papieru opowieści, którymi karmi się dorastający Jevick. Po latach, już jako dorosły mężczyzna, decyduje się odbyć podróż do znanego z lektur miasta Bainu, gdzie rozpoczyna się właściwa przygoda. Uczestnicząc w karnawałowym święcie, młodzieniec zostaje opętany przez ducha niepiśmiennej dziewczyny, którą poznał jeszcze w podróży; duch obdarza go szaleństwem, które dla mieszkańców Olondrii oznacza zarówno błogosławieństwo, jak przekleństwo. Dziewczyna domaga się jednego: by usłyszano historię jej życia, oraz nadano jej formę spisanej opowieści. Przejście od oralności do piśmienności – ów potężny w znaczenie, choć z pozoru niewiele znaczący gest skryby – jednocześnie udowadnia kulturotwórczą siłę pisma w świecie, w którym za słowami kryje się magia.

Cudzoziemiec w Olondrii to proza elegancka, wysmakowana, posiłkująca się na równi wyobraźnią i erudycją. Autorka kreśli obrazy egzotycznych krain, ale nigdy nie daje się zawładnąć pokusie nadmiernego zegzotyzowania tego, co dla nas – pomimo dystansu, jaki zapewnia konwencja fantasy – mogłoby wydawać się przecież opowiedzianym na nowo Orientem. Zamiast tego oferuje oszałamiające bogactwo wykreowanego świata o wiele większego i barwniejszego niż jest w stanie pomieścić trzystustronicowa książka. To sztuka, która udaje się nielicznym autorom mierzącym się z tworzeniem „klasycznych” uniwersów fantastycznych: z jednej strony nakreślić i zasygnalizować głębię świata, podsuwać co rusz sugestię, że na każdej kolejnej stronie kryje się jeszcze jedna ciekawostka, tło czy kontekst − czasem ledwie napomniana nazwa krainy czy obcego ludu − a z drugiej strony nie dać się ponieść potrzebie rozdrobnienia tego świata w niezliczone kroniki, opisy geografii i politycznych zawiłości. Samatar tworzy świat, który posiada swoją własną encyklopedię, słowniki i atlasy, ale nie są one potrzebne czytelnikowi, by docenić oryginalność tej wizji. W nadrzędną opowieść o losach Jevicka wplecione są liczne poboczne gawędy, a jego poczynania mają z kolei oddźwięk w szerszym świecie, choć nie staje się on nigdy prawdziwym herosem, wyzwolicielem czy przywódcą. Samatar rezygnuje z epickiego rozmachu historii tam, gdzie wymaga tego snuta przez nią opowieść, w finale rozgrywająca się pomiędzy dwójką ludzi: tą, która opowiada, i tym, który pisze.

Powieściowy debiut amerykańskiej pisarki słusznie zebrał pokaźną liczbę nagród, z British Fantasy Award i World Fantasy Award na czele, jest to bowiem powieść nietuzinkowa. A zarazem znak, że klasyczna w formie literatura fantasy nie pozostała w tyle za innymi rozwijającymi się w ostatnich latach nurtami fantastyki, a wręcz przeciwnie (co udowodniła już choćby Catherynne M. Valente), nadal może oczarowywać oryginalnością, czerpiąc inspirację z mitologii i z szacunkiem przenosząc prawdziwe kultury w obszary światów wyobraźni.