Intrygujący przypadek Jeffreya Thomasa


Paweł Matuszek


  • Jeffrey Thomas
  • LISTY Z HADESU. PUNKTOWN
  • przeł. Paulina Braiter
  • Wydawnictwo MAG, 2009
  • 39 ,-
Amerykański pisarz Jeffrey Thomas to intrygujący przypadek autora, który uprawia literaturę fantastyczną, ale najwyraźniej nie czyni tego po to, by wykorzystywać swoje błyskotliwe pomysły inspirowane najnowszymi zdobyczami nauki, czy też zaspokajać rozbuchaną potrzebę kreowania skomplikowanych światów fantasy. Nic z tych rzeczy. Wiele wskazuje na to, że robi to z powodów osobistych.


Metaforyzująca soczewka fantastyki

Thomas wykorzystuje gatunkowy sztafaż oraz szerokie spektrum popularnych konwencji, by tworzyć literackie szkielety, które obudowuje swoimi neurozami, frustracjami i lękami. W jego utworach pobrzmiewają echa uciążliwych zmagań z rzeczywistością, walki o utrzymanie ogłupiającej pracy, usilnych prób pogodzenia indywidualnych potrzeb z bezduszną machiną pragmatycznego społeczeństwa i wymogami duchowej biurokracji, reprezentującej zinstytucjonalizowane systemy religijne.

Właśnie tym żyją teksty Thomasa. Tętnią również tłumionym gniewem, silnie zakorzenionym w rzeczywistości, ale przefiltrowanym przez metaforyczną soczewkę fantastyki. W każdym razie te, które ukazały się w książce Listy z Hadesu. Punktown.

W skład rzeczonego tomu weszła niewielka powieść Listy z Hadesu i zbiór opowiadań Punktown. Pierwszy utwór to coś w rodzaju alegorycznej przypowieści. Jego bohaterem jest pisarz, który popełnił samobójstwo i trafił do chrześcijańskiego piekła. Jest ono nieco inne niż się zazwyczaj przedstawia. Mniej demoniczne, ale za to bezdusznie zbiurokratyzowane i rządzące się dziwacznymi, niezrozumiałymi prawami. Oprócz samobójstwa bohater ma również na swoim sumieniu inny poważny grzech - za życia był agnostykiem. Mimo to nieustannie kieruje się odruchami dobra, stara się pomagać innym i zakochuje się w demonicy, której uratował życie.

 
Dobro w piekle

Autor manipuluje fabułą w taki sposób, by cały czas rzucał się w oczy dysonans między amoralną rzeczywistością Hadesu a zachowaniem głównego bohatera. Tym samym na pierwszy plan wysuwa się pytanie o źródło dobroci i współczucia. Skąd się biorą? Z przestrzegania religijnych dogmatów i społecznych norm? Czy może raczej z indywidualnej empatii, będącej pochodną starannie pielęgnowanej wrażliwości, czyli czegoś, co każdy rozwija we własnym zakresie, w ramach osobistej odpowiedzialności? Czytelnik sam musi rozgryźć ten dylemat.

Thomas używa tu alegorycznej fantastyki, by rozprawić się ze społecznymi protezami duchowości, czyli wszelkimi rytuałami, które świetnie pozorują dobro i współczucie, lecz tak naprawdę nie maja z nimi nic wspólnego, bo są zakorzenione w hipokryzji. Co oznacza, że opierają się na grzecznej tolerancji dla tych, którzy odstają od norm dyktowanych przez większość populacji, a nie na pełnej współczucia akceptacji różnorodności życia.

Czytając Listy z Hadesu nie dowiemy się, w jaki sposób zapiski głównego bohatera trafiły do naszego świata. To celowy zabieg. Świetne uzupełnienie metafory Hadesu, czyli rzeczywistości, w której żyjemy i w której, mimo jej mrocznych wad, możemy być dobrzy.

 
Realistyczna SF

Chociaż Punktown to zbiór opowiadań utrzymanych w konwencji SF, strukturą poszczególnych utworów rządzi ta sama zasada osobistej metaforyzacji, z której wyrastają Listy z Hadesu. W tym przypadku jest ona jednak znacznie wyraźniejsza, bo zdecydowana większość zebranych tu tekstów mogłaby się właściwie obyć bez elementów fantastycznych.

Akcja wszystkich opowiadań toczy się w mieście Paxton, potocznie zwanym Punktown. To kolonia założona przez Ziemian, w której mieszkają także dziwaczne istoty z najróżniejszych zakątków wszechświata. Lecz to rasowe, gatunkowe tło jest jednak nieco mylące. Bez względu na to czy Thomas pisze o dylematach artystów ("Duchy w deszczu", "Sztuka kochania"), wojnach między związkami zawodowymi ("Związkowy pies", "Ofiara"), przemyśleniach na temat zależności między kondycją człowieczeństwa a mechanizmami pamięci ("Sezon na skóry", "Biblioteka smutków") czy spiskowych teoriach ("Różowe pigułki"), niemal każdy z jego pomysłów dałoby się zrealizować w konwencji realistycznej, gdyż w większości opierają się na uniwersalnych doświadczeniach, znanych z codziennego życia. Takich, które można zgłębiać w ramach literatury mimetycznej, bez uciekania się do pretekstowej fantasmagorii. Mimo to Thomas uparcie trzyma się środków wyrazu typowych dla fantastyki. Dlaczego?

 
Język osobowości

Być może dlatego, że inaczej nie potrafi. Ten indywidualista i outsider stroni od dużych wydawnictw, ima się różnych zajęć, utrzymuje się nie tylko z literatury i wydaje się, że pisanie fantastyki jest dla niego najskuteczniejszą metodą fabularyzowania swoich przemyśleń, obaw i frustracji oraz oswajania negatywnych doświadczeń. Z pomocą konwencjonalnych chwytów literackich Thomas sprawnie przenosi je w odległe rejony wyobraźni - do niezwykłych światów i miast, w których żyją dziwne istoty. I nie sądzę, czy dzieje się tak w wyniku przemyślanej, wykalkulowanej strategii pisarskiej, bo jego proza nie jest zbyt wyrafinowana. Jej siła nie opiera się na intelektualnych grach i bogatym języku, ale na mocnym, emocjonalnym przekazie, który mimo zabarwienia idealistyczną naiwnością nigdy nie brzmi fałszywie i spontanicznie wypełnia gatunkowe klisze. Paradoks twórczości Thomasa polega na tym, że fantastyka to język, którym przemawia jego osobowość, więc gatunkowe reguły i konwencje zawsze będą miały dla niego drugorzędne znaczenie.

All Articles and Content Copyright © 2009 by The Magazine of Fantasy & Science Fiction Edycja Polska
Wszystkie prawa zastrzeżone. Nazwa czasopisma oraz logo na licencji Spilogale, Inc., USA