Polska recepcja najlepszej jak dotąd powieści Chiny Miéville’a wyrażona w większości internetowych recenzji okazała się zawstydzająca. Piszący o niej na ogół wystawiali świadectwo własnej intelektualnej mizerii, ograniczając się, poza obowiązkowym streszczeniem fabuły, albo do bezmyślnych zachwytów, albo żenujących zarzutów, jakoby Miasto i miasto nie było powieścią fantastyczną, choć, paradoksalnie, jej nowatorstwo objawia się właśnie w stosunku do tradycji s.f. 
 



China Miéville Miasto i miasto
tłum. Michał Jakuszewski
Zysk i ska, Poznań 2010
cena: 39,90 zł
 

Thriller epistemologiczny


Marek Paryż
Nagrodzoną w 2010 roku the Arthur C. Clarke Award oraz Hugo powieść Chiny Miéville’a otwiera motto zaczerpnięte ze Sklepów cynamonowych Schulza o „ulicach podwójnych, ulicach sobowtórach, ulicach kłamliwych i zwodnych”. Nazwisko polskiego klasyka pojawia się raz jeszcze, w nocie z podziękowaniami, gdzie brytyjski autor przyznaje się do literackich inspiracji leżących u źródeł pomysłu na Miasto. Miéville’a mogły zafrapować na przykład Schulzowe opisy ulicy Krokodyli, przy której powstały nowoczesne pawilony, niepasujące do starej architektonicznej tkanki miasta, zarazem przyciągające i odstręczające mieszkańców atmosferą, jakiej wcześniej nie znali. Schulz nadaje fantazyjny wymiar społecznemu zjawisku współistnienia przestrzeni o różnym charakterze w obrębie jednego urbanistycznego organizmu; można powiedzieć, że zjawisko to, uwarunkowane czynnikami historycznymi, kulturowymi, ekonomicznymi itd., leży po prostu w naturze miasta. Wszak miasto pod wszystkimi względami jednolite – bez dzielnic bogatych i biednych, bez części handlowych, bez kwartałów zdominowanych przez takie czy inne mniejszości – zakrawa na zgoła utopijną niemożliwość. Z obecności różnic, tych rażących i tych subtelnych, wynika społeczna i przestrzenna dynamika swoista dla każdego miasta. Wychodząc od tego ewidentnego faktu socjologicznego, Miéville buduje polityczną fantazję o podzielonym mieście, z którego wyrosły dwa antagonistyczne państwa.

Besźel i Ul Qoma – bo takie nazwy mają tytułowe miasta w powieści Miéville’a – położone są gdzieś na południowo-wschodnich rubieżach Europy. Nazwiska bohaterów, tudzież nazwy miejsc, budzą skojarzenia z językami bałkańskimi lub z tureckim. Z kolei istnienie dwu odmiennych ustrojów każe myśleć o podzielonym Berlinie. Tak czy inaczej, powieść nie daje żadnych jednoznacznych wskazówek, które pozwoliłyby rozpoznać Besźel i Ul Qomę jako alegoryczny obraz określonego rzeczywistego miasta, jednocześnie alegoria Miéville’a odnosi się w mniejszym lub większym stopniu do wielu miast, począwszy od Prisztiny, a skończywszy na Rio de Janeiro. Miasto bowiem to opowieść o świecie współczesnym, albo inaczej – o świecie na poły dzisiejszym, na poły wczorajszym. Pisarz podsuwa czytelnikowi tropy umożliwiające uznanie powieściowych realiów za znajome, choćby internet, który spełnia utylitarną funkcję, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, i nie odgrywa roli medium konstytuującego rzeczywistość, jak w cyberpunku. W tekście powieści z nazwiska przywołani zostali najważniejsi filozofowie i krytycy kultury dzisiejszej doby – Michel Foucault, Slavoj Žižek, Jean Baudrillard. Miéville nie epatuje fantazjami technicznymi, które wywołałyby mocny efekt uniezwyklenia. Wręcz przeciwnie, tu i ówdzie sięga po anachronizmy, dość powiedzieć, że policja w Besźelu nie ma technologii do rejestrowania rozmów telefonicznych. Nawiasem mówiąc, porównanie Besźelu do stolicy któregoś z państw bloku wschodniego w mrocznych latach 80. nie byłoby przesadzone; Ul Qoma prosperuje nieco lepiej, ale kontrasty nie rażą. Miasta w powieści Miéville’a nie są na pewno miastami przyszłości, są raczej miastami z nieodległej przeszłości, u zarania których na pączkujący nacjonalizm nałożyły się globalne mechanizmy rynkowe.

Schemat fabularny Miasta w sposób oczywisty ewokuje tradycję czarnego kryminału; nieprzypadkowo na liście autorów, wobec których Miéville czuje się zadłużony, obok Schulza i kilku innych znalazł się także Raymond Chandler. Inspektor Tyador Borlú z besźańskiej Brygady Najpoważniejszych Zbrodni zostaje wyznaczony do przeprowadzenia śledztwa w sprawie morderstwa młodej kobiety. Zbrodnia nie jest zwyczajna, bo – jak się okazuje po zidentyfikowaniu ofiary, kanadyjskiej archeolożki – morderstwa dokonano w Ul Quomie, skąd przewieziono zwłoki do Besźelu. Przy tym przekroczenie granicy odbyło się legalnie w tzw. Hali Łącznikowej, funkcjonującej jako przejście graniczne. Trop prowadzi inspektora do skrajnych organizacji, zarówno tych walczących o zjednoczenie miast, jak i separatystycznych, po obu stronach granicy. Toteż nieodzowny jest wyjazd Borlú do Ul Qomy, gdzie ma współpracować z tamtejszym śledczym. W drugiej części Miasta, osadzonej właśnie w Ul Qomie, kształtowanie się relacji między dwoma policjantami, którzy muszą przezwyciężyć uprzedzenia i nauczyć się ufać jeden drugiemu, urasta do tematu tej samej wagi, co przebieg dochodzenia. Zgodnie z zasadami gatunku noir okoliczności zostają wyjaśnione, a inspektorzy po drodze odkrywają niebezpieczne związki między nacjonalistycznymi aktywistami i międzynarodowymi inwestorami. Nie mniej znaczące aniżeli rozwiązanie zagadki są późniejsze losy Borlú, który trafia do tajnych sił strzegących najważniejszego besźańsko-ulqomańskiego prawa, czyli zakazu nielegalnego przekraczania granicy.

Gatunkowa wyjątkowość Miasta polega na tym, że sztafaż kryminału, skądinąd fantastyce nieobcy, dominuje w tekście do tego stopnia, iż w gruncie rzeczy eliminuje rozwiązania fabularne znamienne dla s.f. O pokrewieństwie dzieła Miéville’a z fantastyką decyduje wyłącznie wykreowana wizja, a nie strukturalne cechy tekstu. Nie sposób wskazać znanych z kanonu sf schematów, które autor powielił, można natomiast zidentyfikować jeden, który został odwrócony. Otóż chodzi o taki rodzaj fabuły, gdzie bohater demaskuje iluzoryczność otaczającego świata, który zwodzi zmysły, by człowiek nie odkrył sedna prawdy o rzeczywistości, ta prawda bowiem może być porażająca – albo nieistniejąca. W takich przypadkach świat jawi się jako obraz, który pozorami realności, wręcz dotykalności, karmi ludzkie złudzenia, będąc jedyną materią dostępną dla percepcji. Ten rodzaj fabuły występuje na przykład w Kongresie futurologicznym Lema oraz w opowiadaniu Cenny artefakt Dicka. Takie utwory znajdują teoretyczną obudowę w Baudrillardowskim opisie symulakrów. Zatem nazwisko Baudrillarda pojawia się na kartach powieści Miéville’a nie bez kozery, acz w kontekście ironicznym. Brytyjczyk pokazuje postacie, którym odmawia się prawa nie tylko do wiedzy o tym, co fizycznie ich otacza, ale przede wszystkim prawa do postrzegania. Innymi słowy, wiele utworów s.f. opowiada o ludziach oszukiwanych przez zmysły, Miéville natomiast pisze o bohaterach oszukujących własne zmysły.

Polski wydawca anonsuje Miasto jako „thriller egzystencjalny”; jednak pasowałaby tu inna, o wiele bardziej niekonwencjonalna etykieta, mianowicie thriller epistemologiczny. Podział Besźelu i Ul Qomy wygląda tak, że części należące do jednego i drugiego miasta się przeplatają, dlatego też osoba, która znajduje się w jakimkolwiek miejscu otwartej przestrzeni, przebywa w jednym mieście, ale wokół siebie „widzi” fragmenty drugiego. To znaczy mogłaby widzieć, ale nie może dopuścić faktu spostrzeżenia do świadomości, więc nie widzi. Najbardziej osobliwa, takoż najbardziej symptomatyczna, umiejętność, jaką posiedli mieszkańcy Besźelu i Ul Qomy już w najmłodszych latach szkolnych to przeoczanie. Aby pozostać w zgodzie z prawem, muszą panować nad instynktownymi reakcjami percepcyjnymi, więc kiedy idą wzdłuż ulicy, nie wolno im zauważać samochodów poruszających się po tej ulicy w drugim mieście. Przekroczenie, które obejmuje nie tylko fizyczne akty przejścia na drugą stronę, ale także wypadki, gdy ktoś w chwili zapomnienia dopuści do świadomości, że widzi coś w obcym mieście, wymaga interwencji specjalnych sił zwanych Przekroczeniówką. A Przekroczeniówka działa wyjątkowo skutecznie.

W rzeczy samej zbudowany w Besźelu i Ul Qomie system nadzoru, w którym z jednej strony kluczową rolę odgrywają niewidoczni, ale zawsze czujni funkcjonariusze Przekroczeniówki, a z drugiej obywatele kontrolujący siebie samych, wyćwiczywszy się w wewnętrznej dyscyplinie, jawi się jako rodzaj panoptyzmu. Przypomnijmy, iż idea panoptyzmu pochodzi z pism Jeremy’ego Benthama, angielskiego prawnika i filozofa z przełomu XVIII i XIX wieku, a jej znaczenie dla rozwoju nowoczesnych praktyk nadzoru opisał Michel Foucault w książce Nadzorować i karać. Koncepcja ta wynikała z konieczności stworzenia takich metod kontroli, które stanowiłyby rozwiązanie efektywne w kategoriach skali, przy jednoczesnym ograniczonym zaangażowaniu środków kontrolującego. Warunki te były spełnione wówczas, gdy duża liczba osób poddanych nadzorowi podlegała ciągłej obserwacji, przy czym strażnik bądź strażnicy nie mogli być widziani, podobny stan kształtował bowiem w nadzorowanych psychologiczne mechanizmy kontroli. Bentham zainspirował budowniczych więzień, którzy wcielali w życie jego założenia, wzorując się na sporządzonym przezeń opisie panoptykonu, czyli swoistego więzienia idealnego. Wszakże jako specyficzny przejaw istoty władzy panoptykon w sensie metaforycznym odnosi się do wielu sytuacji dotyczących zbierania informacji w celu kontroli zachowań.

W powieści Miéville’a Przekroczeniówka symbolizuje władzę doskonałą, zarazem skoncentrowaną i rozproszoną. Jej funkcjonariusze, zwani awatarami, są jak gdyby wszędzie i nigdzie; w miejscach, gdzie nastąpiły przekroczenia, pojawiają się błyskawicznie, nieledwie wyrastając spod ziemi. Nie wiadomo jednak, gdzie znajdują się ich siedziby ani co się dzieje z winnymi, którzy trafiają w ich ręce. Funkcjonariusze operują we własnej przestrzeni, obejmującej obszary obu miast. Niewykluczone, iż mają oni jakieś nadzwyczajne właściwości psychologiczne, skoro wykrywają przypadki, kiedy ktoś zapomniał o przeoczeniu. Paradoksalnie, władza reprezentowana przez Przekroczeniówkę jest czysto abritralna. Tę służbę specjalną powołano do życia na podstawie umowy między Besźelem i Ul Qomą, a jej prerogatywy zostały jak najściślej zdefiniowane. Miéville sugeruje być może, iż tylko władza wybitnie wyspecjalizowana jest skuteczna; można chyba domniemywać, że jakiś kompleksowy układ takich rodzajów władzy stanowiłby fundamentalne zagrożenie dla praw, które wydają się człowiekowi przyrodzone.

Miasto i miasto jawi się jako alegoria polityczna, która rozwija się w dwóch kierunkach, a taka dychotomia koresponduje z dwoma sposobami rozumienia polityki. Z jednej strony politykę można pojmować jako całokształt działań w sferze publicznej, takoż na jej styku z prywatną, z drugiej zaś jako określanie i realizowanie interesów w domenie państwowej i międzynarodowej. Ta pierwsza definicja łączy się z rozważaniami o naturze władzy, a druga z przedstawieniem ścierających się ideologii. Z kolei obecne w powieści znaczenia filozoficzne składają się na dość nowatorską, w kontekście tradycji s.f., próbę postawienia problemu epistemologii. Wreszcie treść egzystencjalna wysuwa na pierwszy plan dramat człowieka, który gubi się we własnej przestrzeni i wtedy dociera do niego prawda o pozorach przynależności.


Tekst pierwotnie ukazał w numerze WIOSNA 2011.