KRYTYKA

Paolo Bacigalupi to, obok Kena Liu i Mary Rickert, jeszcze jeden arcyciekawy głos współczesnej fantastyki amerykańskiej wylansowany przez Gordona Van Geldera na łamach „Fantasy & Science Fiction”. W Polsce jego pisarstwo zyskało ogromną popularność, ale czy nie jest to entuzjazm zbyt daleko posunięty w stosunku do literatury, która jak gdyby świadomie nie stawia na oryginalność?



Paolo Bacigalupi Nakręcana dziewczyna
Pompa numer sześć i inne opowiadania
tłum. Wojciech Próchniewicz
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2011

Kaloryczne odliczanie


Anna Krawczyk-Łaskarzewska
W 2008 roku Paolo Bacigalupi − autor cenionych opowiadań z pogranicza science fiction i biotechnologicznego thrillera, z których większość ukazała się pierwotnie na łamach oryginalnej edycji „Fantasy & Science Fiction”, oraz trzech odrzuconych przez wydawców powieści − wciąż jeszcze czekał na przełom w swojej karierze literackiej. W wywiadzie udzielonym wówczas Aaronowi Hughesowi mówił dużo o fascynacji technologią, a zwłaszcza jej nieprzewidywalnością i efektownymi inkarnacjami, które w praktyce przynoszą fatalne skutki. Podkreślał, że dotyczy to zwłaszcza nauk biologicznych, gdzie w grę wchodzi mnóstwo czynników, których nie potrafimy analizować jednocześnie. Produktem tych ballardowsko-orwellowskich obsesji Bacigalupiego jest niewątpliwie powieść Nakręcana dziewczyna, która została uznana za jedną z dziesięciu najlepszych książek 2009 roku w plebiscycie tygdnika „Time”, przyniosła pisarzowi prestiżowe nagrody Hugo, Locus oraz Nebula i zapewniła zasłużony rozgłos.

Opublikowany przez Wydawnictwo MAG pokaźny tom umożliwia polskiemu czytelnikowi zapoznanie się nie tylko z jego powieściowym debiutem, lecz również z opowiadaniami, które weszły w skład zbioru Pompa nr 6, wraz z debiutancką, trochę cyberpunkową Kieszenią pełną dharmy, nietypową, bo wykpiwającą świat celebrytów Fletką i odstającym tematycznie Miękkim, a także z nowelą Maleńkie ofiary. Tłumacz książki, Wojciech Próchniewicz nie ucieka się do strategii całkowitego urodzimienia czy łagodzenia oryginału; soczysta i swobodna polszczyzna tych dwunastu utworów dobrze oddaje idiosynkratyczny, nieraz dosadny i pełen dynamiki styl amerykańskiego autora.

Czas akcji zamieszczonych w książce utworów to, ogólnie biorąc, odległa przyszłość (dwudziesty trzeci wiek w przypadku Nakręcanej dziewczyny), w której ludzkość boleśnie doświadcza skutków globalnego ocieplenia i postglobalnego porządku ekonomiczno-politycznego, bez względu na to, czy dane jest jej zamieszkiwać Bangkok, Nowy Jork czy stan Kolorado. Mamy tu do czynienia ze światem po zapaści, w permanentnym stanie kryzysu energetycznego i wojny lub pomniejszych konfliktów na tle gospodarczym − tu umęczone codzienną wegetacją jednostki zachłannie walczą o wodę i energię, niezmodyfikowane genetycznie i smaczne owoce stanowią rzadkość, a natknięcie się na psa jest wydarzeniem szokującym, egzotycznym, niepojętym. Zasoby naturalne zostały wyczerpane, o dostępie do znanych nam paliw i technologii nie ma mowy. Nie przetrwały również tradycyjne uprawy, a częste plagi i nieodpowiedzialne poczynania koncernów żywnościowych potęgują głód i niepokoje społeczne. Ludzkość nie umie się już posługiwać zaawansowanymi technologiami i polega na energii kinetycznej wytwarzanej dzięki sile mięśni słoniopodobnych megodontów. Energię tę magazynuje się w sprężynach ogromnych rozmiarów, a rolę podstawowej waluty pełnią kalorie (Kaloriarz, Nakręcana dziewczyna). Grozy sytuacji dopełnia Pompa nr 6. Zbiorowym bohaterem tej noweli są bierni, pożądający wyłącznie rozrywek ludzie, którzy czerpią garściami z cywilizacji usług, niczego już jednak nie potrafią produkować. Intelektualna degrengolada tej społeczności jest logiczną konsekwencją upadku edukacji. Wiedza techniczna konieczna do naprawienia tytułowej pompy ginie gdzieś w zakurzonych skryptach akademickich, których prawie nikt nie ma ani ochoty, ani odwagi otwierać.

Głównym motorem napędowym działań w utworach Bacigalupiego jest poszukiwanie efektywnych źródeł energii i żywnościowej samowystarczalności. Na przykład w Łowcy tamaryszków głównym problemem stają się niedobory wody i związane z nimi migracje ludności między amerykańskimi stanami. Aby zapewnić sobie i żonie przetrwanie w Kolorado, całkiem już pozbawionym wody, bohater ucieka się do podstępu godnego mitycznej Penelopy: usuwa z koryt rzek tamaryszki, które pochłaniają monstrualne ilości wody, ale zaraz sadzi nowe pasma tych pasożytów. W ten sposób nie tylko zarabia dniówkę, ale także zdobywa regularną premię w postaci litrów wody. Z kolei w Kaloriarzu światem niepodzielnie rządzą korporacje produkujące genetycznie zmodyfikowaną żywność. Czasy nam współczesne wspominane są tu jako zamierzchła era Ekspansji, kiedy jeszcze podstawowym źródłem energii były paliwa kopalne. Rozmiary powszechnej ekokatastrofy ze szczególnie brutalnym realizmem zostają pokazane w opowiadaniu Ludzie piasku i popiołu, gdzie istoty człekopodobne, czy też posthumanoidalne, odżywiają się mieszaniną błota i piasku i z dużą przyjemnością demontują swoje najeżone piłami ciała, nie przejmując się obciętymi rękami czy nogami, w ich miejsce bowiem błyskawicznie wyrastają nowe kończyny.

Również w sferach seksualności i prywatności czytelnik nie znajdzie powodów do optymizmu. Na przykład posiadanie dzieci okazuje się luksusem, kaprysem kobiet, które „postanowiły się pozabijać dla przyjemności wyciśnięcia na świat szczeniaków”: by móc zajść w ciążę, świadomie odmawiają zażywania dającej wieczną młodość rejuwy. Żołnierze z oddziału Regulacji Ludności zajmują się wykrywaniem tych desperatek i odstrzałem ich potomstwa, bo przecież, jak odnotowuje narrator, „[c]ałe to rozmnażanie to anachronizm – dwudziestojednowieczna rytualna tortura, która już zupełnie nie jest nam potrzebna. Ale babki ciągle chcą cofać zegar i rodzić te szczeniaki, małe gadzie móżdżki zafiksowane na przekazanie własnego DNA. Co roku jest nowy miot, małe bąble potomstwa wyskakują to tu, to tam, jak konwulsje gatunku, który chce zacząć od początku i wznowić bieg ewolucji, jakby nie było jasne, że już wygraliśmy” (Regulator). Typowe reprodukcyjne zachowania zostają zatem w najzupełniej dosłownym sensie zepchnięte do podziemia, które można potraktować jako ironiczne przeciwieństwo podziemia aborcyjnego w czasach współczesnych. Jeśli nawet ciąża nie jest przedmiotem represji ze strony policyjnego państwa, to podlega ona patologicznym (z dzisiejszego punktu widzenia) praktykom sanitarno-medycznym, np. świadomie zatruwa się płód z myślą o oczyszczeniu organizmu kobiety z toksyn i stworzeniu lepszych warunków dla następnego potomka (Maleńkie ofiary).

Opowiadania zebrane w zbiorze Pompa nr 6 stanowią dobry wstęp do lektury Nakręcanej dziewczyny, powieści długiej i wielowątkowej, choć pozbawionej nazbyt śmiałych rozwiązań formalnych, a tym samym mimo wszystko wpisującej się w nurt tradycyjnej fantastyki naukowej, której istotę stanowi ekstrapolacja, wywiedziona z komponentów i problemów teraźniejszości błyskotliwa wizja przyszłości, nie zaś poszukiwanie nowych form wyrazu czy rozsadzanie gatunkowych schematów. Obraz przyszłości jest tu więc spójny, detaliczny i równie upiorny. Spośród odmalowanych w powieści postaci na szczególną uwagę zasługuje Lake Anderson. Jest on właścicielem fabryki, w której pracuje się nad skonstruowaniem urządzenia zdolnego gromadzić bardzo dużo energii, ale jego rzeczywistym celem okazuje się zlokalizowanie banku nasion, które zostały wyhodowane bez interwencji genetyków. W zamian za dostęp do owego banku, Anderson oferuje królewskiemu regentowi Tajlandii nową odmianę genetycznie zmodyfikowanego ryżu i pomoc wojskową. Paradoksalnie, dopiero spotkanie z Emiko, tytułową „nakręcanką”, wyzwala w nim empatię. Stworzona z myślą o zabawianiu japońskich biznesmenów, Emiko trafia do tajskiego domu publicznego, gdzie jest gwałcona i upokarzana na rozmaite sposoby, opisywane – trzeba przyznać – z dość niepokojącą skrupulatnością (która nieuchronnie kojarzy się ze sceną finałowego, rozerotyzowanego występu we Fletce). Pomimo że Emiko ma wszczepione psie geny uległości, nie potrafi już znosić codziennych cierpień i, nieoczekiwanie dla samej siebie, dokonuje spektakularnej zemsty na swoich prześladowcach.

Nakręcana dziewczyna jest więc powieścią intrygującą, napisaną z epickim rozmachem, ale też obiftującą w dłużyzny, jak choćby sceny przedstawiające przejmowanie władzy. Znacznie ciekawsze wydają się te ustępy, które przybliżają czytelnikowi skomplikowaną psychikę i motywacje jej głównych postaci, przede wszystkim sztucznie stworzonej, ale chyba najbardziej ludzkiej Emiko − nieodległym echem pobrzmiewa tu Dickowski test na człowieczeństwo. Bacigalupi nie ulega tu pokusie moralizowania, co zdarzało mu się w przypadku krótszych form, np. Ludzi piasku i popiołu czy choćby Maleńkich ofiar, których nienaganną dramaturgię psuje melodramatyczna końcówka.

Źródła świata ekstrapolowanego przez amerykańskiego pisarza bez trudu można umiejscowić w cywilizacji znanej nam z przełomu XX i XXI wieku. Bohaterowie jego opowiadań oraz powieści idą na skróty: nie stronią od podstępów i podłości, byle tylko zrealizować własne cele, zabezpieczyć własne interesy. Czasami próbują złamać niedemokratyczny system, ale najczęściej, ze strachu lub dla wygody, stają się jego posłusznymi i sprawnymi trybikami, egzekutorami lub ofiarami. Dystopijna wizja ery postglobalizacji odzwierciedla coraz powszechniej wyrażane obawy o kurczenie się zasobów energii, a także o bezkarność korporacji, które w bezlitosnej walce z konkurentami nie przejmują się specjalnie dobrem ani konsumenta indywidualnego, ani zbiorowego. Z drugiej strony, w tym obezwładniającym pesymizmie można też dostrzec przebłyski nadziei. W Ludziach piasku i popiołu narrator zdołał, choćby na krótko, wytworzyć bezinteresowną więź z psem. Protagonista Regulatora rezygnuje z zastrzelenia krnąbrnej kobiety i dziecka – wybiega z jej zatęchłego domu w przeczuciu, że zdarzy się coś nowego, co pozwoli mu przezwyciężyć uczuciową stagnację. Ba, nawet ścigana powieściowa nakręcanka liczy na dotarcie do miejsca, w którym odnajdzie swoich mechanicznych braci i siostry i być może zapoczątkuje nową rasę. Raj czeka wszak tu, na ziemi – jest na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko jego perspektywicznym lokatorom starczy determinacji. Ale to już temat na postapokaliptyczną utopię i nie wydaje mi się, by w najbliższej przyszłości Bacigalupi był zainteresowany jej wykreowaniem.


Tekst pierwotnie ukazał w numerze WIOSNA 2011.

CZYTAJ TAKŻE

KOMENTARZE