KRYTYKA

Niniejszy tekst pochodzi z książki John Clute'a Pardon This Intrusion: Fantastika in the World Storm (2011) i stanowi hipotetyczne hasło z encyklopedii, jaka mogłaby powstać około 2100 roku. Wszystkie pisane wielką literą pojęcia to odnośniki do innych haseł z owego wyimaginowanego kompendium.

Miłość w roku 2100


John Clute
MIŁOŚĆ. Termin powszechnie używany w Cywilizacjach Zachodnich planety Ziemi od końca pierwszego milenium Wspólnej Ery aż do ostatnich dziesięcioleci. Zazwyczaj stosowany jest w odniesieniu do ludzkich związków oraz instytucji, takich jak partnerstwo seksualne bądź miłość dzieci do rodziców. Większość definicji tego wyjątkowo złożonego terminu ma naturę błędnego koła i da się zredukować do stwierdzenia, że „miłość” to intensywna forma mniej intensywnych emocji, takich jak „afekt”, „poczucie solidarności” bądź „pociąg seksualny”. Słowem, miłość została zdefiniowana jako termin wyrażający inne emocje, które można by określić mianem miłości, gdyby odznaczały się większą intensywnością. Żadna satysfakcjonująca − to jest mająca szersze zastosowanie − definicja miłości w gruncie rzeczy nie spotkała się jak dotąd z akceptacją. W kontekście obecnej cywilizacji na świecie jest mało prawdopodobne, aby taka definicja w ogóle powstała.

Istnieją historyczne racje po temu, by termin tak dalece niebezpieczny odstawić do lamusa. Bowiem skutki, jakie wywołuje w zdaniach, które jakoby są nośnikami pewnej treści, można luźno porównać do skutków działania wirusa, który zaatakował pojedynczą komórkę. Mechanizm działania tej komórki − niczym nieznaczna spójność owego pierwotnego zdania − jest imitowany ze śmiertelnym skutkiem przez pewien „byt” (czy też „mem”), który przybiera kształt swego żywiciela jedynie po to, by zniweczyć jego egzystencję i doprowadzić go do śmierci, jednocześnie mnożąc dalsze iteracje całkowicie zdegradowanej treści. Jak sugeruje niniejsze porównanie, użycie słowa „miłość” w ludzkich cywilizacjach miało szkodliwy charakter dla poprawnego języka. Dla współczesnych jest to słowo żenująco anachroniczne, podobnie jak żenująco anachronicznym słowem był „flogiston” dla dwudziestowiecznych naukowców. „Miłość” podzieliła los innych terminów będących do niedawna w użyciu, jak WOLNOŚĆ, SWOBODA, ZŁO czy DOBRO.

A zatem mniej więcej od połowy dwudziestego pierwszego wieku, kiedy to długo oczekiwana rozstrzygająca chwila OSOBLIWOŚCI wyznaczyła radykalną transformację cywilizacji światowej, miłość na ogół stosowano niemal wyłącznie w odniesieniu do interakcji w czasie rzeczywistym − zwykle, acz niekoniecznie, o charakterze seksualnym − wśród cielesnych istot ludzkich. Bezcielesne byty rozumne, w tym ludzkie TRANSFERY, zwykle traktują miłość jako formę nostalgii, beztroskie nawiązanie do okresu NIEDOSTATKU, choć takie ujęcie problemu może stanowić uproszczenie. Powody obecnego ograniczenia w zakresie miłości tkwią głęboko w złożonej historii Cywilizacji Zachodnich, a krótka analiza może podsunąć bardziej wnikliwe wyjaśnienie.   
   
Jako że niezbędne definicje tego terminu mają charakter błędnego koła, warto pokusić się o prześledzenie jego ewolucji, koncentrując się na sposobie, w jaki był on używany w ciągu wieków − w zasadzie podobnie jak flogiston − aby określać medium, które być może nie istnieje, lecz które najwyraźniej zdawało się funkcjonować. Miłość, tak samo jak flogiston, to termin, który odnosi się do drugiej tajemnicy jądra bytu; pierwszą tajemnicą jest samo istnienie, drugą zaś to, dlaczego właściwie cokolwiek się dzieje. Już starożytni mieli głęboką świadomość jej istnienia, a przed końcem pierwszego tysiąclecia WE wczesne określenia tego, co potem nazwano miłością, zwykle skupiały się na rodzących się związkach bogów i śmiertelników. BOSKA INSPIRACJA owych bogów to z kolei wczesne określenie miłości, jaką Bóg chrześcijan odczuł tak głęboko, iż osadził swego Syna w śmiertelnym ciele (patrz również SZOKUJĄCE ZDUMIENIE). Miłość to coś, co wprawia Byt w ruch.
   
Miłość romantyczna − obecnie trudno to pojąć, lecz niekoniecznie wiązała się ona z miłością fizyczną dwójki lub więcej cielesnych istot ludzkich − stanowi wytwór rozkwitu średniowiecza i jest szczegółowo analizowana jako superfetacja impulsu religijnego. Być może jednak termin ten należy rozumieć w związku ze światem definiowanym w ramach NIEDOSTATKU. W sensie najbardziej oczywistym przedmiot intensywnej namiętności, który tkwi już uwięziony w ściśle określonym małżeństwie, można definiować jako niewystarczający. Co ciekawe, Cywilizacje Zachodnie w całości nieuchronnie konstruowane były wokół założeń niedostatku tak dojmującego, iż nigdy tak naprawdę nie artykułowano tego, że wszystko na świecie jest niewystarczające i że potęga i władza w społecznościach ludzkich budowane są wokół kontroli tego, co niewystarczające. Co ważniejsze, w owych wiekach byty śmiertelne trwały w niedostatku lat życia; siła oddziaływania tego wiecznie obecnego czynnika wydaje się tym bardziej nie do przyjęcia w czasach post-OSOBLIWOŚCIOWYCH. Miłość romantyczna, szeroko wyrażana w piśmie i pieśni oraz tragicznie wypaczonym życiu mężczyzn i kobiet, którzy znaleźli się w jej mocy, stanowi kontrodę dla surowej monotonni niedostatku. Nie trzeba więc dodawać, że jest to pieśń klęski; w istocie, w swej najbardziej intensywnej ekspresji − od czasów trubadurów, którzy ją wynaleźli, aż do czasów spóźnionego, lecz obezwładniającego Ryszarda WAGNERA, który zahipnotyzował ją w swej operze Tristan i Izolda (1859) − pieśń miłości romantycznej to w gruncie rzeczy LIEBESTOD, pieśń śmierci. Aż do początków dziewiętnastego wieku literatura miłosna zwykle traktuje o porażkach serca. Miłość jest niekompatybilna ze światem.  
   
Niewykluczone, iż nowoczesny świat zaczyna się wraz z wynalezieniem literatury fantastycznej pod koniec osiemnastego stulecia, bynajmniej nie ze względu na jej jakość − w większości bowiem utwory te składają się z bzdur − ale nade wszystko dlatego, że pierwsi twórcy fantastyki byli również pierwszymi pisarzami, którzy zareagowali na świat jako tematykę samą w sobie. Dawny świat nie był zapewne niezmienny, ale najwyraźniej ludzka literatura traktowała społeczeństwo jako jednostajne. Kiedy uległo to zmianie − kiedy zrozumieliśmy, że historia to machina, która zmienia nas w coraz to nowe byty, które zamieszkują coraz to odmieniane światy − również i miłość zmieniła się z protestu przeciwko niezmiennemu niedostatkowi okrutnego świata w środek łagodzący, który ułatwiał kochankom przebycie skalistych pustkowi tradycji. Baron Frankenstein z powieści Mary SHELLEY Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz (1818) to istota ze starego świata, ponieważ nie potrafi pokochać zmian, jakie sam stworzył, odmawia bycia ŚWIADKIEM; jego POTWÓR jest forpocztą nowego, ponieważ on to potrafi. 
   
W dwudziestym wieku powieści „realistyczne” wciąż koncentrowały się na miłości udaremnionej przez niedostatek, tymczasem jednak świat nadal się zmieniał. Do roku 2010 cyfrowe światy wirtualne zaczęły uwalniać użytkowników z jakichkolwiek realistycznych internalizacji dawnej ludzkiej świadomości, jakoby to CZAS rządził śmiercią, seksem i metamorfozą. Już w 2030 roku SZTUCZNE INTELIGNECJE (SI) potrafiły stworzyć prymitywne AWATARY swych ludzkich „panów”, którzy za pomocą owych projektowanych aspektów samych siebie mogli doświadczać nieskończonych (choć obwarowanych stosownymi zabezpieczeniami) królestw wyobraźni. Pierwsza połowa dwudziestego pierwszego wieku stanowiła okres głębokiej rozpaczy wobec świata, którego śmiertelne wstrząsy zaczęły parzyć stopy rasy ludzkiej; nikt więc dziś nie powinien winić ludzi tamtego okresu za ich ucieczkę w cyfrowe sny, w których rządziła „miłość” − odważna seksualnie, agresywna, polimorficzna, darmowa, zwrócona do wewnątrz. 
   
Osobliwość − ów moment, w którym świat stał się niezrozumiały dla swych ludzkich twórców, zaś SI przejęły zarządzanie historią − nie położyła kresu kompulsywnemu narcyzmowi nowoczesnego człowieka; acz w ostatnich dziesięcioleciach ludzką historię z pewnością cechował powolny i dobrowolny powrót do ciała. Ograniczenie wrażeń zmysłowych do jednego ciała, które przypada z racji urodzenia, stało się oznaką cnoty. Pojmowanie miłości jako działanie pomiędzy ludźmi a ich awatarami nie jest już powszechną praktyką. To nie miłość łączy ciało ze snem. Wiele utracono. Możliwe, że niedostatek ponownie znalazł się w ludzkim zestawie narzędziowym jako opcja obfitująca w nostalgię za światem opartym na ruchu w górę i w dół. Acz wiele też zyskano: dla człowieka cielesnego miłość jest obecnie tym, co wspólnie się przeżywa.

CZYTAJ TAKŻE

KOMENTARZE