KRYTYKA

Trzecia z kolei powieść Gene'a Wolfe'a, Pokój, została pierwotnie opublikowana w roku 1975. Jej polski przekład ukazał się blisko czterdzieści lat później jako zarówno klasyka amerykańskiej literatury lat 70., jak i fantastyki o niewątpliwie nowofalowym rodowodzie, która wciąż zachwyca misternie skonsturowaną narracją niemożności wyrażenia życia snutą przez niewiarygodnego narratora.



Gene Wolfe Pokój
tłum. Anna Studniarek
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2014
cena: 37 zł

W gąszczu fantazji, kłamstw i znaczących pominięć


Jędrzej Burszta
Książka, do której z pewnością będę wielokrotnie wracał”. Zdanie, które często pojawia się w recenzjach literackich, funkcjonujące trochę na zasadzie akceptowanego banału − zazwyczaj znak, że piszący wyczerpał rezerwuar pochwał, nadal odczuwa jednak potrzebę dalszego wychwalenia rzeczonej pozycji. Zazwyczaj, choć nie zawsze.

Wszyscy znamy i mamy książki, które czytaliśmy więcej niż raz. Małe i większe arcydzieła, które z każdą kolejną lekturą odsłaniają coraz to inną warstwę swojej złożoności, albo takie, których odbiór zmienia się wraz z wiekiem czytającego. Lista owych perełek jest indywidualna, chociaż zdarzają się niekiedy powieści, które w intencji samego autora, za sprawą swojej konstrukcji, niejako wymuszają ponowną lekturę. Do tego grona należy bez wątpienia Pokój Gene’a Wolfe’a, niesamowita i nietuzinkowa powieść, której należy się miejsce nie tyle w kanonie światowej fantastyki, co w kanonie literatury (również eksperymentalnej) w ogóle.

Powieść, trzecia w dorobku Wolfe'a, za oceanem ukazała się pierwotnie w roku 1975. W Polsce amerykański autor najbardziej znany jest z cyklu „Księga Nowego Słońca”, oryginalnego połączenia stylistyki fantasy i science fiction, publikowanego w latach 80. Mniej znane są jego wcześniejsze, nie należące do żadnych cykli  powieści, na przykład Piąta głowa Cerbera (1972), wydana onegdaj przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. Razem z Pokojem reprezentują one zupełnie odmienne oblicze Wolfe’a, stanowiąc intrygujące i nowatorskie powieści z kluczem, wyróżniające się misterną konstrukcją (unikającą motywów czy struktur typowych dla większości książek klasyfikowanych jako fantasy) i wieloszkatułkową kompozycją opartą na nachodzących na siebie, a nierzadko również przeczących sobie wzajem, różnorodnych opowieściach. Wolfe to pisarz-erudyta adresujący swoje dzieła do podobnych mu czytelników-erudytów – a przynajmniej tak wyobraża sobie amerykański pisarz swoich czytelników modelowych. Rezygnuje nie tyle ze sztampy czy powtarzalności motywów, co z prowadzenia czytających za rękę, preferując raczej jak najgęściejsze splecenie narracyjnych wątków w iście postmodernistyczny (w klasycznym duchu) literacki gobelin. Z tego choćby względu nawet pobieżne streszczenie fabuły Pokoju to niełatwe zadanie; pozostając przy ogólnikach, za wiele powiedzieć się nie da, wnikając jednak głębiej w tkankę opowieści, nie sposób uniknąć zdradzania wydarzeń – ostrzegam zatem, że w niniejszym tekście znajdą się istotne spoilery, umieszczone jednak w ostatnim akapicie, oddzielonym gwiazdkami.

Pokój to misternie skonstruowana powieść-zagadka. Narrator, Alden Dennis Weer, przez ponad dwieście trzydzieści stron snuje wspomnienia z różnych momentów swojego życia, począwszy od dzieciństwa, spędzonego w znacznej mierze pod opieką ciotki Oliwii (i jej czterech zalotników), przez lata dorosłe, aż po kres życia – tyle tylko, że jako czytelnicy nie możemy być niczego pewni. Weer to narrator niewiarygodny, a perfekcyjnie skonstruowana narracja przez długi czas skutecznie ukrywa jego nierzetelność. Z każdą kolejną przeczytaną stroną zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak wiele zdarzeń Weer przemilcza; rozproszone po całej książce wskazówki pozwalają częściowo domyślać się, co właściwie wydarzyło się w jego życiu, odszyfrowanie wszystkich niuansów opowieści nie jest jednak rzeczą prostą, jako że autor „Księga Nowego Słońca” ufa w inteligencję czytających. Czasem jedno zdanie, wepchnięte pomiędzy zupełnie inną opowieść, rzuca nowe światło na wydarzenia, które rozegrały się czterdzieści stron wcześniej. Powieść ma zresztą kompozycję szkatułkową, zabieg do cna wyczerpany przez literaturę postmodernistyczną, tutaj jednak sprawdzający się doskonale, szczególnie że w toku opowieści do głosu dochodzą też inni bohaterowie, snujący swoje własne opowieści, przesycone duchem niesamowitości, podszyte grozą kojarzoną z literackim horrorem, przemyconą mimochodem, w stylu mistrzów literackiego gotyku Poe'go i Lovecrafta. Wolfe buduje napięcie, posługując się mistrzowsko sugestią, niedopowiedzeniem, mglistością i niejasnością narracji, nigdy nieprzebiegającą bezkolizyjnie od punktu do punktu, raczej meandrującą, urwaną, poszarpaną.

Co istotne, Weer-narrator skupia swoją uwagę na zdarzeniach z pozoru błahych, anegdotycznie potraktowanych impresjach, przemilczając właściwie wszystko to, co w jego życiu było najdonioślejsze. Przede wszystkim jednak kłamie: przeinacza, zwodzi, a jeśli już zbliża się do powierzchni prawdy, wzmacnia jedynie swoje mistyfikacje poprzez niespodziewaną zmianę konwencji opowieści, albo oddając głos innym postaciom, albo, na podobieństwo Szeherezady, przywołanej zresztą w samym tekście, mnożąc baśnie, legendy, przypowieści, które jedynie z pozoru sprawiają wrażenie niezwiązanych z właściwym tokiem opowieści. Ta powieść to labirynt – czasem umyka nam sens rozwijającej się narracji, nachodzące na siebie wątki tracą spoistość, właściwie nie wiadomo, do czego zmierza opowieść, dopóki nie natrafimy na wplecione w zupełnie niespodziewanym miejscu zdanie-podpowiedź: fragment dialogu, rzucony przy innej okazji komentarz postaci, albo puentę niedopowiedzianej historii, ukrytą w symbolicznej warstwie zupełnie innej historii.

Od razu uspokoję: Pokój nie jest zagadką nierozwiązywalną. Wiele tajemnic da się zgłębić, ba, od prawie czterdziestu lat wytrwale i obsesyjnie pracują nad tym zapaleni miłośnicy prozy amerykańskiego pisarza. Naturalnie, mnogość interpretacji nie powinna dziwić; szczególnie intrygujące podejście do zagadkowej natury samego narratora powieści – w dodatku rezygnujące z najbardziej klasycznego (chyba wręcz kanonicznego) odczytania, wedle którego Alden Dennis Weer jest duchem, chociaż sam o tym nie wie – prezentuje badacz literatury Robert Borski, który w eseju "The Devil His Due: Gene Wolfe's Peace"* przekonująco dowodzi swojej autorskiej tezy, jakoby Pokój był w istocie opowiedzianą na nowo historią Fausta, ukazaną jednak z perspektywy diabła. Czytelników mniej wytrwałych, nie mających ambicji samodzielnego przedzierania się przez fabularny gąszcz powieści, ucieszy zapewnie rezultat pracy grupki fanów pisarza, którzy rozpisali, wnikliwie analizując książkę zdanie po zdaniu, chronologię wydarzeń przedstawionych (a w znacznej mierze przemilczanych) w Pokoju.**

* * *

Sam jak dotąd unikam zbytniego angażowania się w te interpretatorskie potyczki, czeka mnie bowiem jeszcze powtórna lektura Pokoju; skończywszy ją, wynotowałem jedynie kilka pytań, z którymi pozostawiła mnie ta niezwykła książka, pytań i wątpliwości, które zmuszą mnie zapewne do niejednokrotnego powrotu do opowieści snutej przez ducha-kłamcę, fantastę i zwodziciela, Aldena Dennisa Weera. Oto kilka z nich. Jak zginęła ciotka Oliwia – oraz, co istotniejsze, czy był to wypadek, czy morderstwo? Co stało się z bibliotekarką, Lois Arbuthnot, po tym, jak razem z Aldenem wybrali się na poszukiwanie skarbu opisanego w dzienniku Kate Boyne (ważne: pistolet!)? Jaką rolę w powieści odgrywa Julius Smart, skąd bierze się jego niechęć do Weera? Jaki związek ma z tym wypadek w chłodni? Ile osób rzeczywiście ginie w powieści, i z czyjej ręki? I wreszcie, sam Weer: czy to duch, czy osoba żyjąca, która przechodzi jakieś psychiczne załamanie?

Książka, do której z pewnością będę wielokrotnie wracał...

* http://www.siriusfiction.com/PaxBorskii.html
**http://www.siriusfiction.com/peacetimeline.html

CZYTAJ TAKŻE

KOMENTARZE