LISTOMANIA

Ilustracja Hannesa Boka do Róży dla Eklezjastesa Rogera Zelzaznego - jedna ze sztandarowych okładek „F&SF” lat 60.

Ilustracja Hannesa Boka do Róży dla Eklezjastesa Rogera Zelzaznego - jedna ze sztandarowych okładek „F&SF” lat 60.

Mniej więcej do końca lat pięćdziesiątych XX wieku literatura fantastyczna dawała się ogarnąć; powstawało wiele utworów fantastycznonaukowych, nieco mniej fantasy i horroru, a w całej tej produkcji nietrudno było się rozeznać i wychwycić publikacje najciekawsze i najważniejsze. Tymczasem w latach sześćdziesiątych nastąpił prawdziwy fantastycznonaukowy boom

Dziesięć arcydzieł s.f. lat 60. , 

które nie ukazały się po polsku

Poczytność zdobyło wówczas nowe, wyjątkowo twórcze pokolenie pisarzy (Isaac Asimov, Ray Bradbury, Arthur C. Clarke, Robert A. Heinlein, Fritz Leiber, Clifford D. Simak, Theodore Sturgeon, John Wyndham), które ostatecznie zdecydowało o charakterze s.f., definiując ją w swoich powieściach i opowiadaniach nie jako czczą przygodową pulpę, ale literaturę spekulacji, wizji, odważnych pytań dotyczących wszechświata, człowieka, jego cywilizacji, wytworów i przyszłości, i ugruntowując jej pozycję jako formy dominującej w całej fantastyce. Wprawdzie nie ukazały się po polsku takie dzieła science fiction tamtej dekady, jak Limbo Bernarda Wolfe’a  z roku 1952 czy Bring on Jubilee Warda Moore’a z 1953 (pierwotnie nowela stanowiąca punkt wyjścia dla powieści została opublikowana na łamach F&SF w 1952 roku, a będący jej fundamentem pomysł „odwrócenia” historii zainspirował Człowieka z Wysokiego Zamku Philipa K. Dicka), ale większość fantastyki lat pięćdziesiątych jest polskiemu czytelnikowi dość dobrze znana. Tymczasem w burzliwych latach sześćdziesiątych w literaturze wydarzyło się tak wiele, że na mapie tego okresu wciąż pozostaje wiele białych plam. Oto lista dziesięciu znakomitych książek fantastycznonaukowych, które nie trafiły na polski rynek.

Theodore Sturgeon Venus Plus X (1960)


Theodore Sturgeon znany jest dobrze rodzimym miłośnikom literatury fantastycznej z wybornych opowiadań, powieści Więcej niż człowiek (1953) oraz słynnego prawa Sturgeona, wedle którego nie tylko 90% fantastyki, ale każdej ludzkiej produkcji artystycznej to chłam.
Venus Plus X to utwór wyjątkowy, jest bowiem jedną z niewielu autentycznych utopii w historii amerykańskiej s.f. Ukazuje świat, w którym nauka zatryumfowała nad głodem, ubóstwem, skażeniem środowiska i właściwie wszystkimi problemami, które wyłaniały się przed człowiekiem drugiej połowy XX wieku, włącznie trudnościami, jakie nastręcza nam nasza płciowość, która w świecie Ledomu − przyszłości, do której trafia bohater powieści, Charlie Johns − nie wywołuje napięć między mężczyznami a kobietami, a sama aktywność seksualna sięgnęła ideału oświeceniowego. Przypomnijmy, angielski filozof epoki Oświecenia John Stuart Mill uważał, że w przyszłości seks przestanie być przyjemnością, za którą warto się uganiać, a stanie się po prostu obowiązkiem prokreacyjnym, wypełnianym bez szczególnego zaangażowania i entuzjazmu.

Thomas Pynchon V (1963)


Debiutancka powieść Pynchona mogłaby uchodzić za literacki odpowiednik meteorytu tunguskiego − siły, która z bezprecedensową mocą przeorała krajobraz literacki na Zachodzie w drugiej połowie XX wieku − gdyby nie fakt, że jego kolejne powieści, zwłaszcza 49 idzie pod młotek (1966) oraz Tęcza grawitacji (1973) dokonały tego jeszcze skuteczniej. 
V. to historia zwolnionego ze służby w marynarce Benny’ego Profane’a, który przyłącza się do malowniczej nowojorskiej cyganerii artystycznej, grupy znanej jako Whole Sick Crew. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy poznaje człowieka nazwiskiem Stencil, syna brytyjskiego dyplomaty i szpiega ogarniętego obsesją odnalezienia tajemniczej kobiety − tytułowej V. − która pojawiała się w różnych miejscach na całym świecie i w różnych czasach. V. zawiera wszystko to, co do dziś charakteryzuje prozę Pynchona: złożoną zwariowaną fabułę, obfitującą w liczne przezabawne wątki poboczne, barwnych oryginałów, mistrzowskie wykorzystanie historii i błyskotliwe łączenie jej z fikcją, a nawet historyjkami, które nieco później zostały ochrzczone mianem legend miejskich (motyw z wyrzucanymi do sedesów przez dzieci małymi aligatorami, które rosną w systemie ściekowym Manhattanu i rządzą nim niepodzielnie), humor, a wreszcie coś, co zrewolucjonizowało prozę dwudziestego wieku: wykorzystanie pojęć naukowo-technicznych (z entropią na czele) do opisu zjawisk naturalnych i społecznych oraz stanów wewnętrznych człowieka.
Disch_listomania.jpg

Thomas M. Disch The Genocides (1965)


Powieściowy debiut Discha to utwór, który objawia w pełni ukształtowanego pisarza świadomego swojego warsztatu i celu, do którego zmierza, czyli ukazania człowieka nie jako istoty wyjątkowej, ukochanego dziecka Boga, natury czy też wszechświata, ale wręcz przeciwnie: nieistotnego i natrętnego „insekta” z punktu widzenia innej, znacznie potężniejszej technologicznie rasy.
W The Genocides amerykański pisarz odmalowuje wstrząsający obraz Ziemi po udanym podboju (odwrócony pomysł z Wojny światów H. G. Wellsa), planety zmienionej w jedno gigantyczne pole uprawne, na którym sięgające nieba rośliny pochłaniają większość zasobów wodnych, a niedobitki ludzkości walczą o przeżycie, nie do końca pojmując własną sytuację egzystencjalną, fakt, że żyją w świecie, który nie tylko nie należy już do nich, ale stał się obcy i nieprzyjazny.
Anderson_listomania.jpg

Chester Anderson The Butterfly Kid (1967)


Powieść Andersona to nieodrodne dziecko swojej epoki. Bo choć jej fabuła osadzona jest w tzw. niedalekiej przyszłości, energia utworu płynie wprost z zachodniej kontrkultury drugiej połowy lat 60.: narkotyków, psychodelicznych doświadczeń, hipisowskich komun i artystycznej bohemy oraz ogólnego poczucia zachodzących wokół dynamicznych przemian.
Jeden z bohaterów powieści spostrzega przypadkiem chłopca − tytułowego małego „motylarza” − który z niczego potrafi wyczarowywać urzekające barwnością motyle. Wkrótce w nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village zaczyna dokonywać się coraz więcej podobnych niezwykłości. Okazuje się, że do obiegu dostał się nowy, pochodzący od obcych narkotyk, a jego użycie na większa skalę może mieć katastrofalne konsekwencje dla świata; za jego niefrasobliwą dystrybucją i stosowaniem kryje się bowiem groźba inwazji sadystycznych niebieskich homaropodobnych kosmitów. The Butterfly Kid to powieść odznaczająca się niewątpliwym narracyjnym temperamentem, historia o wkraczaniu niezwykłości w nasz świat i związanymi z tym implikacjami. W latach swej publikacji została niemal automatycznie skojarzona z Nową Falą fantastyki naukowej i doczekała się nawet nominacji do nagrody Hugo.

Joanna Russ Picnic on Paradise (1968)


Zanim Joanna Russ przedefiniowała s.f. w powieści The Female Man (1975), postulując fantastykę kobiecą, to jest mówiącą o problemach kobiet i pisaną z kobiecej perspektywy, dała się poznać jako utalentowana pisarka odważnie wkraczająca w latach 60. w nowe dla s.f. terytorium, czyli ludzką płciowość oraz sposoby, w jakie determinuje ona pozycje kobiet i mężczyzn w społeczeństwie.
Powieściowy debiut Russ, to historia młodziutkiej Greczynki Alyx, przeniesionej w czasie ze starożytnej Tesalii do współczesności, by jako ekspertka od warunków ekstremalnych przeprowadzić grupę zblazowanych bogaczy przez płatną przygodę, która, jak to zwykle bywa, wymyka się spod kontroli. Historia Alyx to przede wszystkim mistrzowski opis kobiecej emocjonalności; szczegółowy portret młodej kobiety ukształtowanej przez specyficzne warunki, czyli kulturę helleńską: patriarchalną, brutalną, ale i hołdującą konkretnym wartościom, których próżno szukać u człowieka przyszłości, barbarzyńcy, którego Alyx musi wziąć pod swoją opiekę. Picnic on Paradise to fantastyczna powieść przygodowa, stanowiąca jednocześnie subtelną krytykę przygodowej s.f. Czymże są bowiem iluzoryczne niebezpieczeństwa, które pragną przeżywać za swoje pieniądze patrycjusze przyszłości jeśli nie metaforą takiej właśnie literatury?

John Brunner Stand on Zanzibar (1968)


Bodaj najbardziej znana i najodważniejsza formalnie powieść Nowej Fali, a przy tym w tamtych latach najdłuższy opublikowany utwór s.f., niemal od chwili ukazania się stanowiący lekturę obowiązkową dla kolejnych pokoleń czytelników oraz inspirację dla pisarzy.
Choć głównym tematem powieści Brunnera wydaje się przeludnienie (ludzkość osiąga taką liczebność, że gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi stanęli jeden obok drugiego, zapełniliby cały Zanzibar) i jego konsekwencje dla świata, można odnieść wrażenie, że brytyjski pisarz traktuje je jako pretekst do arcyciekawej formalnie (zaczerpniętego z modernistycznych technik narracyjnych Johna Dos Passosa zastosowanych w jego trylogii U.S.A., zwłaszcza polifonicznego kolażu tekstualnego: przemieszanych ze sobą nagłówków prasowych, fragmentów rozmaitych publikacji, w tym książki The Hipcrime Vocab oraz innych dzieł fikcyjnego socjologa Chada C. Mulligana, reklam) ekstrapolacji rozwoju cywilizacji zachodniej, która, czy tego chce czy nie, musi popaść w dysfunkcyjną złożoność i wiodącą wprost ku rozpadowi dekadencję. Akcja powieści rozgrywa się w roku 2010 i skupia się na losach dwóch nowojorczyków: Donalda Hogana i Normana Niblocka House’a, którzy wspólnie wynajmują mieszkanie, choć tak naprawdę się nie znają. Hogan okazuje się zresztą rządowym szpiegiem obdarzonym niezwykłym talentem, pozwalającym mu syntezować informacje, wychwytywać wzory w strumieniach danych. Bogactwo Stand on Zanzibar jest zdumiewające. Nie sposób wyliczyć tu wszystkich barwnych wynalazków i gadżetów, jakie pojawiają się w powieści od genetycznie modyfikowanych mikroorganizmów po bohaterów telenowel, którzy mogą być zaprogramowani tak, by wyglądać jak widz, aby ten miał wrażenie, że to on zażywa pełni życia. W tamtych okresie, to jest pod koniec lat sześćdziesiątych, bodaj tylko Diuna Franka Herberta odznaczała się tak złożonym i fascynującym światem przedstawionym, ukazanym za pomocą tak wyrafinowanych środków, choć trzeba przyznać, że i ona ustępuje inwencji Brunnera, zwłaszcza jeśli chodzi o stosowanie wymyślnych neologizmów oraz strukturę.  

Keith Roberts Pavane (1968)


Cykl luźno połączonych ze sobą opowiadań, które składają się na Pavane to bez przesady jedna z najważniejszych historii alternatywnych w anglojęzycznej fantastyce naukowej XX stulecia, do dziś wymieniana przez wielu anglojęzycznych pisarzy i miłośników fantastyki wśród ulubionych tekstów.
Akcja wszystkich historii, które składają się na utwór Robertsa rozgrywa się w roku 1968 w angielskim hrabstwie Dorset w wersji rzeczywistości, w której kościół rzymskokatolicki od stuleci sprawuje zwierzchność polityczną i religijną nad całym światem, kontrolując zarówno Europę, jak i Nowy Świat (nie Stany Zjednoczone, które nigdy nie powstały) oraz Australazję. Jego hegemonia jest konsekwencją udanego zamachu na królową Elżbietę w roku 1588, który pociągnął za sobą wojny religijne i ostateczne wycięcie w pień protestantów. Skutkiem tej wielowiekowej supremacji katolików jest panujący nadal w najlepsze feudalizm oraz obowiązujący zakaz zbyt daleko posuniętego nowatorstwa technologicznego, zwłaszcza korzystania z elektryczności. Rozwój naukowo-techniczny świata zatrzymał się więc na początku dziewiętnastego wieku. Anglię od stu pięćdziesięciu lat przemierzają te same prymitywne lokomotywy parowe, a do komunikacji na odległość służą telegrafy optyczne. Zawarta w tytule metafora wydaje się więc oczywista: pawan to powolny hiszpański taniec oparty na niezmiennych figurach. Tu i ówdzie zaczyna pojawiać się jednak tajemniczy znak, coraz częściej krążą pogłoski o rewolucji. Czy rzeczywiście do niej dojdzie?

D. G. Compton Synthajoy (1968)


D. G. Comptona, podobnie jak John Brunner, to jeszcze jeden klasyk fantastyki brytyjskiej, który nie miał szczęścia do polskiego rynku; najważniejsze utwory ani jednego ani drugiego nie ukazały się w polskim w przekładzie. Jeśli jednak Brunner doczekał się u nas edycji kilku powieści i opowiadań, Compton znany jest polskiemu czytelnikowi s.f. wyłącznie z wydanej w roku 1984 Śmierci na żywo (1974).
Tymczasem Synthajoy to utwór niezwykle ciekawy zarówno ze względu na stawianą problematykę, jak i technikę narracyjną. Formalnie jest to fragment pamiętnika kobiety nazwiskiem Thea Cadence, która trafiła do kliniki rehabilitacyjnej dla osób korzystających z technologii Sensitape, umożliwiającej zapis i odtwarzanie bezpośrednio w umyśle stanów emocjonalnych człowieka. Fragmenty obejmują jednak tylko okres od dwudziestego piątego do trzydziestego pierwszego dnia terapii, a cała historia bohaterki przywołana jest w będących jej skutkiem systematycznie pojawiających się retrospekcjach. Okazuje się, że Thea była żoną doktora Teddy’ego Cadence’a, współwynalazcy Sensitape. Okazuje się również, że go zamordowała. Co jednak skłoniło ją do tego czynu? Użycie Sensitape, czy może powstały przypadkiem inny wynalazek, Sexitape, będący zapisem aktu miłosnego? Powieść Comptona to oczywiście przestroga przed niefrasobliwym igraniem z zaawansowanymi technologiami, które mają wpływ na ludzką psychikę, ale i diagnoza, z której wynika, że pomimo dynamicznego rozwoju tychże, człowiek wciąż jest niewolnikiem swoich prymitywnych instynktów i emocjonalnych porywów.

David I. Masson The Caltraps of Time (1968)


Historia fantastyki zna przypadki twórców, którzy zapisali się na jej kartach zaledwie jedną czy dwoma książkami. Należy do nich David I. Masson, pisarz szkocki, autor raptem kilku opowiadań zebranych w tomie The Caltraps of Time, które jednak śmiało można uznać za teksty esencjonalne dla całej dwudziestowiecznej science fiction.
Opowiadania Massona stanowią probierz tego, w czym s.f. jest najskuteczniejsza i najbardziej wyjątkowa − połączeniu odwagi literackiej w poszukiwaniu niekonwencjonalnych środków wyrazu z przeniesieniem akcentu poznawczego z człowieka i stosunków międzyludzkich na oddziałujące nań czynniki: język, technologie, czas, ekstremalne warunki itp. Do Polski trafiło bodaj tylko jedno opowiadanie Massona: Urlop (Traveller’s Rest). Pierwotnie opublikowane w czasopiśmie „New Worlds” w 1965 roku wywarło silny wpływ na rodzącą się wówczas Nową Falę; u nas pojawiło się w roku 1973 w czwartym tomie Kroków w nieznane. Bada ono zagadnienie niestałości języka i znaczenia. W ogóle język wydaje się stanowić naczelny problem twórczości szkockiego pisarza; A Two-Timer to historia podróżnika w czasie, który trafia do roku 1683, opowiedziana siedemnastowieczną angielszczyzną, a Not So Certain bada możliwość przyswojenia mowy obcych. Są też teksty takie jak Mouth of Hell − pozornie historia badaczy anomalii geologicznej obcej planety, która to anomalia z czasem okazuje się właściwym „bohaterem” opowiadania, będącego w gruncie rzeczy zapisem zmagań człowieka z niepojętością wszechświata i jego wytworów. Z dzisiejszej perspektywy można śmiało stwierdzić, że w latach sześćdziesiątych i pierwszej połowie siedemdziesiątych (ostatnie swoje opowiadanie, Doctor Fausta, Masson opublikował w roku 1974) szkocki pisarz był kimś takim jak obecnie Ted Chiang − twórcą potrafiącym w kilku opowiadaniach oddać najgłębszą istotę fantastyki naukowej.

Kit Reed Armed Camps (1969)


Choć Kit Reed to legenda amerykańskiej literatury fantastycznej, jej twórczość pozostaje praktycznie nieznana w Polsce. Debiutowała na łamach „F&SF” w roku 1958 i do dziś jest silnie związana z naszym pismem; również dlatego, że wywarła znaczny wpływ na Gordona Van Geldera jako jego wykładowczyni na warsztatach Clarion West.
Nie są to bynajmniej powody, dla których jej powieściowy debiut na niwie fantastycznonaukowej trafił na niniejszą listę. Armed Camps to przypadek utworu, który zyskał z czasem. Oto w pełnym społecznych napięć świecie niedalekiej przyszłości Danny March, do niedawna znakomity żołnierz, wskutek pewnego incydentu (którego natura zostanie wyjawiona dopiero pod koniec powieści) ma być poddany bolesnej karze, której wykonanie przeznaczono w dodatku do transmisji telewizyjnej. Jednocześnie niejaka Anne doświadcza załamania nerwowego, usiłuje uciec od swojej przeszłości, pragnąc przy tym ją ogarnąć, zrozumieć, nadać znaczenie temu, co robiła. Losy tej dwójki to przedstawione za pomocą pełnych napięcia monologów wewnętrznych dwie skrajne postawy, jakie człowiek może przyjąć wobec narastającej anarchii i przemocy państwa policyjnego: terroryzm i pacyfistyczna utopia. Dystopijny obraz pogrążającego się chaosie amerykańskiego społeczeństwa z Armed Camps w latach publikacji mógł być odczytywany jako krytyka amerykańskiego militaryzmu oraz zaangażowania w Wietnamie. Dziś to przede wszystkim definicja człowieka jako istoty, która nie potrafi radzić sobie z własnym instynktem przemocy, znajdującym ujście w takich strukturach jak armia czy policja bądź wyrażającym się w obsesji na punkcie broni; istoty, która w dodatku wykazuje się żenującą bezsilnością wobec własnej historii, która, jak wiadomo, lubi się powtarzać.

CZYTAJ TAKŻE

KOMENTARZE